Cały Poznań przejechałem, żeby dotrzeć do Kinepolis i obejrzeć w końcu "Zakochany Nowy Jork" (New York I Love You), głównie ze względu na to, jak ta masa reżyserów ukaże w tym filmie to miasto, American Dream, różne kultury, elity i dna społeczne (nie wiem czy dobrze to ująłem)... Z drugiej strony chciałem przejść sie na film o miłości, wiążąc nadzieję, że bohaterowie będą jakoś ze sobą połączeni, że nie stworzą kilku osobnych filmów tylko kilka scen poniekąd ze sobą złączonych. To, czym nas wita film to widok na NYC z mostu, w metrze. Ukazuje dolny Manhattan, potem środkowy, docieramy do taksówki, do której wchodzi dwóch mężczyzn, którzy ustalają jak pojechać, by dojechać razem w 2 innych kierunkach – dosyć zabawne. Początek filmu oceniam dobrze.
Następnie mamy przedstawionych kilka historii : opiekuna do dziecka, Żydówki wychodzącej za mąż, alkoholiczki, prostytutki, śpiewaczki operowej, malarza, niedocenianej żony, staruszków, pisarza, maturzysty, złodzieja… Wszędzie mamy coś charakterystycznego dla Wielkiego Jabłka: zabieganie, wolność, niezależność, styl i rytm życia…
Dodam tylko, że w większości „historyjek” ludzie palili fajki. Nawet 2 scenki zaczęły się od wspólnego ‘smokowania cigarette’

. Druga sprawa: jednym z producentów filmu była najwyraźniej firma Nadgryzione Jabłuszko

Ze wszystkich stories najbardziej wzruszyła mnie opowieść o dwójce staruszków (Można zadać sobie pytanie: co oni robią w NYC? – ale tacy ludzie też żyją i dobrze, że nam ktoś o tym przypomniał), świętujących rocznicę ślubu (63!) i moim zdaniem zabawne zdarzenie, gdy mężczyzna podrywał kobietę, a na końcu rozmowy okazało się, iż jest ona panią lekkich obyczajów (aczkolwiek luksusową – lubię ta bohaterkę).
Najmniej spodobała mi się:
·konwersacja między Hindusem a Żydówką – z początku ciekawie i zabawnie się zapowiadała. Natalie Portman jako nieszczęśliwa i łysa przyszła mężatka… ·iPhonowa rozmowa pomiędzy znajomą z telefonu a niechlujnym pisarzem (chyba - nie pamiętam – gadałem wtedy przez Nokię
) Orlando Bloomem. Miał taki syf w chacie, że sam bym mu posprzątał. Nie są to złę krótkometrażówki, ale według mojej subiektywnej opinii mają w sobie to coś, co mnie odpycha, co czyni je nudnymi. Wszystkie ‘kawałki’ mają coś w sobie i pokazują oblicze tego miasta na przykładach ludzi: samobójstwa, seks, rozmowy z nieznajomymi… Film pod koniec wzruszający, ale się nie pobeczałem, czyli Titanica nie ma. Ktoś kto lubi miasto, które nigdy nie śpi, powinien zobaczyć ten twórJNie jest to typowe romansidło czy dramat – to esencja życia w metropolii. Ps. Zapomniałem dodać, że w tle pokazana była kobieta kręcąca z ukrycia film o ludziach w NY. Na koniec okazało się, że nagrała cząstki żyia większości bohaterów – dobry pomysł - kolejny, który łączył bohaterów.